poniedziałek, 3 czerwca 2013

Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę...


Niedawno uczestniczyłem w ciekawych warsztatach, poruszających zagadnienie postępowania z mlekiem kobiecym. Prowadząca skupiła się na procedurach, które towarzyszyć powinny działaniom konfekcjonowania, przechowywania i rozmrażania mleka kobiecego na oddziałach neonatologicznych. W swym założeniu, spotkanie adresowane było do personelu medycznego.

Przyznam, że liczyłem (nawinie chyba), że wydarzenie przyciągnie sporą grupę specjalistów. Na sali zasiadło 9 osób, a mogło 20. Wyciągnąłem stąd wniosek, że ciało medyczne za bardzo tematem zainteresowane nie jest – a szkoda, bo mleko kobiece winno być sprawą najwyższej wagi. Wszak nie sposób przecenić jego zalet. Niestety ma ogromnego konkurenta. Są nim działające na międzynarodową skalę firmy produkujące sztuczne mleko.

Pozostałe wnioski (moje osobiste) są równie smutne:

-        wykonywane na oddziałach pasteryzacje, przeprowadzane są nieprawidłowo, co wpływa bardzo niekorzystnie na jakość mleka

-        szpitale nie mają procedur określających zasady postępowania z mlekiem kobiecym

-        często dopuszcza się jedynie mleko, które mama odciąga będąc pod nadzorem personelu medycznego – ergo nie jest w stanie zebrać go w wystarczającej ilości, tym samym dziecko najbardziej pokarmu mamy potrzebujące (chore) jest go pozbawiane i skazane na sztuczne mieszanki.

-        porażający jest brak wiary i chęci do działania na rzecz poprawy sytuacji. Najczęstszym argumentem jest dyrektor-terrorysta nie dopuszczający ŻADNYCH zmian w podległej jednostce. Jednak po kilku podchwytliwych pytaniach, okazywało się, że to w sumie taka obiegowa opinia, bo nikt nie próbował (bał się?)  prowadzić z dyrekcją rozmów, nie szukał argumentów przekonujących, że zmiany wszystkim mogą wyjść na zdrowie.

I znów odwołam się do argumentu finansowego, bo ten bardzo często podnoszony jest przez dyrekcje, zarządy, polityków, lekarzy...

W skali kraju wydaje się około 82 milionów złotych na dofinansowanie sztucznego mleka. Tymczasem zakup sprzętu (laktatory, lodówki...) oraz przeszkolenie personelu pochłonęłoby około 15 milionów złotych. No i co jest tańsze? Bo co jest lepsze, to wiadomo :)

Czy faktycznie lobby producentów mieszanek MUSI być aż tak silne, a my tak bezsilni? Może warto zadziałać w tej kwestii? Wziąć sprawy w swoje ręce? Piszcie, dopytujcie, zadawajcie tzw. trudne pytania, domagajcie się zmian. Niech zamiast ciemności, jasność zagości (rym niezamierzony).

Do dzieła!

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz