TATO! Ty też
jesteś odpowiedzialny za naturalne karmienie dziecka.
Kurs
szkoły rodzenia już za nami. Poród za nami. Nadal jednak pilnie studiuję
podsuwane przez Towarzyszkę Życia poradniki dotyczące wychowywania, pielęgnacji
oraz rozwoju dzieci.
No i jest
marnie, Panowie. Czytając prasę kolorową adresowaną do rodziców najmłodszych
dzieci (choć nie oszukujmy się, głównie do mam), przeglądając bardziej poważne
lektury, odnieść można wrażenie, że mężczyzna – tata - partner ma dość
ograniczone role do odegrania. Najczęściej pisze się o mężczyźnie-kierowcy,
mężczyźnie-obserwatorze (narodzin, opieki, wychowania), czy
mężczyźnie-zaopatrzeniowcu (zakupy, pieniądze, praca zawodowa). Bo to przecież
kobieta wie lepiej, co dobre, ba! najlepsze, dla dziecka. No dobrze, pozwala
nam się również podjąć tak odpowiedzialnego zadania, jakim jest kąpanie
malucha.
Z drugiej
strony, równie często pojawia się obrazek negatywnie oceniający taki sposób
postępowania. Zarzuca się nam, płci brzydkiej, rzekomo silniejszej, że
ograniczając się do wyżej wspomnianych ról, czujemy się usprawiedliwieni w
nicnierobieniu, jako ojcowie, TŻ, a w końcu, jako mieszkańcy wspólnego lokum.
Na
szczęście nie tylko mnie oburzyło takie potraktowanie faceta w życiu dziecka i
całej rodziny. TŻ stoi za mną murem.
Wiele
kobiet, nawet z najbliższego mi otoczenia, zachowują się niczym Zosie-samosie.
Sama wypierze, sama wyprasuje, sama ugotuje, sama wykąpie, sama wybierze
lekturę, sama, sama...
A zaraz
ta sama Zosia, żali się, że jej TŻ nie wspiera, pozostawia samą z problemami
związanymi z byciem mamą.
Aż tu
któregoś dnia, wpadła mi w ręce mini-książeczka, wręcz ulotka rzec można,
„Mleko mamy naturalnie” wydana przez Fundację Mleko Mamy. Przeczytałem cała, od
deski do deski. W głowie powstała mi przewrotna myśl. Dlaczego tylko mama ma
wziąć na siebie sprawę karmienia piersią? W czym, ja ojciec, jestem od niej
gorszy? Książeczka wymienia wiele korzyści, jakie daje naturalne karmienie
dziecku. Wspomina się też o zaletach dla kobiety.
Ale,
Panowie! Wyczytałem, że my też możemy mieć pewne korzyści płynące z karmienia
dziecka mlekiem mamy. I to nie tylko takie, że gdy TŻ karmi, to mamy kilka
chwil dla siebie. Chodzi o sprawy bardziej perspektywiczne, a nawet
oddziałujące na całe społeczeństwo. Tak więc to sprawy niezmiernej wagi,
poważne i wymagające niezwykłej odpowiedzialności.
Nie chcę
tu opisywać korzyści zdrowotnych, emocjonalnych płynących z karmienia
naturalnego. Ani podnosić tego, że człowiek jest jedynym ssakiem pijącym mleko nie swojego gatunku. Zajmę się
czymś bardziej mierzalnym, przyziemnym (?), co łatwiej przemówi do osób
poszukujących konkretnych, twardych danych.
A
mianowicie – kwestią finansową. Nie, nie będę przeliczał kosztów w odniesieniu
do ceny butelki piwa. Choć jeśli taki przelicznik ma pokazać choć jednej osobie
wyższość karmienia naturalnego nad sztucznym, to proszę – przeliczajcie!
Opakowanie
mleka modyfikowanego, w zależności od rodzaju i producenta, wielkości
opakowania, kosztuje pomiędzy 4,29zł/100g do około 7zł/100g. W moich
wyliczeniach, przyjmę cenę 19zł za opakowanie 350g – wybieram zatem wersję z
niższej półki cenowej.
Z opisu
na opakowaniu wynika, że aby przygotować 100ml takiego płynu dla dziecka w
wieku 5 miesięcy, należy użyć 13,8 grama proszku. Oznacza, to że 1 opakowanie
wystarczy nam na przyrządzenie 2536 ml (nieco ponad 2,5 litra) sztucznego
mleka. Producenci mieszanek rekomendują, by dawkować płyn według indywidualnych
potrzeb dziecka. Zaś w grafikach prezentujących schemat żywieniowy dla dziecka
karmionego mieszanką, podaje się, że 5 miesięczny smyk, powinien wypić 4 x
180ml, co daje nam 720ml mieszanki dziennie. Tak więc opakowanie 350g proszku,
wystarczy na 3 i pół dnia. Nie liczę podawanych w tabelach kaszek, soków, które
zaleca się dzieciom karmionym mlekiem modyfikowanym. A to też kosztuje.
Liczmy
dalej. By zapewnić dziecku tygodniowy zapas mleka sztucznego, musimy zatem
kupić 2 opakowania.
Daje nam
to zatem kwotę 38zł tygodniowo, 152zł miesięcznie (4 tygodnie), 1976zł rocznie
(52 tygodnie).
Idźmy
dalej. Dziś już nikt o zdrowych zmysłach, nie poddaje w wątpliwość, że dziecko
które nie miało dostępu do mleka mamy lub karmiono je naturalnie krótko
(poniżej roku), jest bardziej podatne na choroby. Doliczcie sobie zatem koszty
lekarstw (za 3 nie receptowe leki płaci się około 80zł), trudne do oszacowania
w skali roku. Nie można także zapomnieć o mniejszych wypłatach (75% pensji) , w
przypadku, gdy rodzic zostaje w domu opiekując się chorym dzieckiem. No i
oczywiście grymas ust szefa odbierającego od nas kolejne L4...
A mleko
mamy jest zawsze ciepłe, dostępne na zawołanie, bogate w potrzebne dziecku
składniki (w sztucznym mleku ich nie znajdziecie), a wreszcie zupełnie DARMOWE!
Wspierajmy zatem nasze partnerki, TŻ, żony, mamy naszych dzieci w naturalnym
karmieniu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz