wtorek, 25 czerwca 2013

Tata pokaże mi wszechświat


Jak może czuć się świeżo upie­czony ojciec – zagubiony, zdezorientowa­ny, nieprzygotowany, przestraszony i za­skoczony.
Kobieta naturalnie przygotowywała się do porodu około dziewięciu miesięcy, jed­nak dla wielu ojców narodziny to pierw­szy moment, kiedy rodzicielstwo staje się realne i namacalne – i to niezależnie od tego, jak bardzo udawało się przechodzić przygotowania wspólnie z kobietą.
Dobra wiadomość jest taka, że to nic niezwykłe­go! Jesteś ojcem i… właśnie doświadczasz pierwszych ojcowskich emocji.

Dziecko, zwłaszcza w pierwszych latach życia, pozostające w nierozłącznym związku z matką potrzebuje równie moc­no drugiego rodzica. Wielu ojców uważa, iż mają czas na nawiązanie relacji z dziec­kiem aż do momentu, gdy zacznie ono mó­wić, chodzić… Podążając tym tropem, nie dziw się, że pierwszym słowem, jakie usłyszysz od swojej pociechy, będzie „ma-ma”. Ten mały człowieczek tuż po urodzeniu go­tów jest przyjąć w swoim świecie tatę. Dziecko ma zdolność nawiązania relacji z kilkoma osobami, potrzebuje tylko wie­lokrotnego spotkania, by po prostu na­uczyć się, iż tata jest. Niemowlę potrafi doświadczać relacji z osobami z zewnątrz jedynie przy ich realnej obecności. Stąd prosty wniosek: aby dziecko mogło na­wiązać relacje z ojcem, potrzebuje z nim wielu pozytywnych kontaktów. Twoja pociecha już od narodzin jest gotowa do zabawy z Tobą. Zacznij pokazywać dziecku świat. Oczywiście noworodek jest w stanie przyjąć od Ciebie począt­kowo bardzo proste informacje, a raczej doświadczenia. Głaskanie, kołysanie, mówienie, udział w czynnościach takich, jak karmienie i mycie, pozwala malucho­wi poczuć się bezpiecznie w ramionach– czyli po prostu w obecności – taty.
Dziecko całkowicie polega na Tobie, samo nie potrafi się nakarmić, ogrzać, umyć. Płacz Twojego potomka jest pierw­szym komunikatem, który potrafi nadać. Dla osoby dorosłej rozpoznanie, kiedy płacz oznacza mokrą pieluszkę, głód, zmęczenie czy może strach, jest jak na­uka nowego języka – i jak każda nauka języka wymaga czasu, ćwiczeń, błędnych powtórzeń.
 
W trakcie naszych warsztatów, postaramy się przenieść ciężar z dezorientacji ojcowskiej, na zorganizowaną orientację. Pokażemy Wam, że od pierwszych chwil jesteście dla Waszych dzieci bardzo ważni!
Spotkania prowadzi Dariusz Bronowski - doświadczony tata i psycholog w jednej osobie.
Zapraszamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku - tam pojawią się zapowiedzi warsztatów. 

 

 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę...


Niedawno uczestniczyłem w ciekawych warsztatach, poruszających zagadnienie postępowania z mlekiem kobiecym. Prowadząca skupiła się na procedurach, które towarzyszyć powinny działaniom konfekcjonowania, przechowywania i rozmrażania mleka kobiecego na oddziałach neonatologicznych. W swym założeniu, spotkanie adresowane było do personelu medycznego.

Przyznam, że liczyłem (nawinie chyba), że wydarzenie przyciągnie sporą grupę specjalistów. Na sali zasiadło 9 osób, a mogło 20. Wyciągnąłem stąd wniosek, że ciało medyczne za bardzo tematem zainteresowane nie jest – a szkoda, bo mleko kobiece winno być sprawą najwyższej wagi. Wszak nie sposób przecenić jego zalet. Niestety ma ogromnego konkurenta. Są nim działające na międzynarodową skalę firmy produkujące sztuczne mleko.

Pozostałe wnioski (moje osobiste) są równie smutne:

-        wykonywane na oddziałach pasteryzacje, przeprowadzane są nieprawidłowo, co wpływa bardzo niekorzystnie na jakość mleka

-        szpitale nie mają procedur określających zasady postępowania z mlekiem kobiecym

-        często dopuszcza się jedynie mleko, które mama odciąga będąc pod nadzorem personelu medycznego – ergo nie jest w stanie zebrać go w wystarczającej ilości, tym samym dziecko najbardziej pokarmu mamy potrzebujące (chore) jest go pozbawiane i skazane na sztuczne mieszanki.

-        porażający jest brak wiary i chęci do działania na rzecz poprawy sytuacji. Najczęstszym argumentem jest dyrektor-terrorysta nie dopuszczający ŻADNYCH zmian w podległej jednostce. Jednak po kilku podchwytliwych pytaniach, okazywało się, że to w sumie taka obiegowa opinia, bo nikt nie próbował (bał się?)  prowadzić z dyrekcją rozmów, nie szukał argumentów przekonujących, że zmiany wszystkim mogą wyjść na zdrowie.

I znów odwołam się do argumentu finansowego, bo ten bardzo często podnoszony jest przez dyrekcje, zarządy, polityków, lekarzy...

W skali kraju wydaje się około 82 milionów złotych na dofinansowanie sztucznego mleka. Tymczasem zakup sprzętu (laktatory, lodówki...) oraz przeszkolenie personelu pochłonęłoby około 15 milionów złotych. No i co jest tańsze? Bo co jest lepsze, to wiadomo :)

Czy faktycznie lobby producentów mieszanek MUSI być aż tak silne, a my tak bezsilni? Może warto zadziałać w tej kwestii? Wziąć sprawy w swoje ręce? Piszcie, dopytujcie, zadawajcie tzw. trudne pytania, domagajcie się zmian. Niech zamiast ciemności, jasność zagości (rym niezamierzony).

Do dzieła!